Historia
SŁÓW KILKA O POCZĄTKACH FAMILII
Pomysł na stworzenie Stowarzyszenia FAMILIA zrodził się w głowie pewnej byłej członkini Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół KLIKA – Ś.P. Janiny Mielczuch. To właśnie ona, na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia, znalazła ludzi, którzy pomogli jej formalnie powołać do życia nową grupę o nazwie „Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół FAMILIA”. Grupa Familia została wyodrębniona z bardzo licznej Kliki, ponieważ w pewnym momencie zrodziła się potrzeba stworzenia odrębnej organizacji o mniejszej liczbie osób, w której zapanuje rodzinna, familijna atmosfera i w której opiekunowie-wolontariusze, z uwagi na małą liczbę podopiecznych, lepiej odpowiedzą na potrzeby niepełnosprawnych. I tak Familia od początku do dziś, pozostaje grupą, w której wszyscy znają się po imieniu i w której większość czuje się jak w rodzinie.
Na pewno sprzyja temu liczebność grupy, która oscyluje wokół liczby 30-40 osób.
Pierwsze nieformalne obozy familijne odbyły się w latach 1993-94 w miejscowości Tułowice niedaleko Opola. To właśnie wtedy Janina gromadziła wokół siebie ludzi, którzy później stworzyli Komitet Założycielski Stowarzyszenia Familia, formalnie zarejestrowanego jesienią 1994 r. Wspominając początki Familii, należy też zaznaczyć dużą rolę, jaką przy jej powstaniu odegrał Ś.P. Wacek Nowak – chodząca osoba niepełnosprawna, która bardzo wspomagała intensywne działania Janiny.
Familia, od początku jej istnienia, nie była przypisana do żadnego konkretnego miejsca w Krakowie. Spotkania odbywały i odbywają się w różnych miejscach: salach katechetycznych, ośrodkach, szkołach, prywatnych domach itd. Korzystamy z dobroczynności różnych instytucji i osób, które wielokrotnie umożliwiają organizację okresowych spotkań okolicznościowo-integracyjnych.
Działalność Familii obejmuje także gromadzenie wolontariuszy, chętnych do udzielania pomocy w domach osób niepełnosprawnych. Dotyczy to raczej drobnej pomocy w pracach domowych, wyjściach na spacery itp. Oczywiście bardzo istotnym punktem rocznej pracy jest zorganizowanie wakacyjnego wypoczynku. W zależności od możliwości są to zwykle 10-14 dniowe obozy w różnych miejscach Polski. Wielokrotnie wyjeżdżaliśmy nad polski Bałtyk, ale byliśmy też nie jeden raz w okolicach górskich czy nad jeziorami.

Trzeba jeszcze wspomnieć o tych, którzy tworzą Familię dziś. Jest z nami kilka osób niepełnosprawnych, będących w grupie od początku jej istnienia. Niestety spora część familijnych podopiecznych przeszła już na drugą stronę życia. Ich miejsca wypełniły się nowymi osobami, które potrzebują pomocy. Tak więc, jest w Familii pewna rotacja ludzi. dotyczy ona również opiekunów, chociaż trzeba przyznać, że Familia ma wiernych wolontariuszy, którzy działają w niej od lat i na trwałe wpisali się w jej historię. Taką osobą jest na pewno Olga Szczepankiewicz, która związała się z grupą w 1995 roku, a od 1998 do dziś z wielkim sercem i oddaniem, organizuje życie grupy i piastuje stanowisko Prezesa. Wieloletnim działaczem był także pewien obrotny pan – nieoceniony Ś.P. Kazimierz Herda, który pomimo sędziwego wieku, jako Wiceprezes wydeptywał nowe ścieżki i próbował otworzyć różne zamknięte dla nas drzwi.
To ludzie tworzą historię i różne dobre dzieła. Takim dziełem jest również FAMILIA, która w 2024 roku będzie miała swoje 30-lecie. Dzięki niech będą więc wszystkim, którzy na przestrzeni tych lat, tworzyli Familię. Dzięki niej świat stał się choć trochę lepszy i barwniejszy. (Andzia, 2023r)
Żeby uzupełnić nieco opowieść o historii i życiu Familii, prezentujemy wypowiedzi osób, które pamiętają Janinę i początki grupy
JANINA – TAKĄ JĄ ZAPAMIĘTAŁAM
„Nawet gdybyś dał człowiekowi wszystkie wspaniałości świata, nic mu to nie pomoże,
jeśli nie ma przyjaciela, któremu mógłby o tym powiedzieć”Catharina E. Goethe
…więc opowiem Wam o kobiecie, która dała mi klucz do innego świata, do świata osób niepełnosprawnych, którego nie znałam i którego, co tu dużo mówić, się bałam.

Miała na imię Janina. Była osobą równie nietuzinkową, co kontrowersyjną. Skupiała wokół siebie młodych ludzi, których szkoliła do pomocy niepełnosprawnym w domach i na obozach rehabilitacyjnych. Każdy z nas musiał przejść przez „sito” Janiny, by móc pomagać tzw. ciężkim stanom. Uczyliśmy się jak karmić chorych, myć ich wątłe ciała, podnosić i przenosić z wózków na łóżka, jak prowadzić wózki, by nie zrzucić z nich ich pasażerów. Jaśka zawsze powtarzała „Nie róbcie tak, jak wam się wydaje, że być powinno, ale SŁUCHAJCIE NAS, bo my najlepiej wiemy, jak się z nami obchodzić”. Uczyła patrzenia, słuchania i wykonywania poleceń tych, którzy w temacie cierpienia, wózków i łóżek byli specjalistami – niepełnosprawnych. Niejednokrotnie takie stawianie sprawy prowadziło do konfliktów. Jedni trwali, inni odchodzili. W tym całym szaleństwie była jakaś metoda.
Nie byłoby w tym może i nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że nasza bohaterka sama cierpiała na dystrofię mięśni i jednocześnie mieszkała, i opiekowała się chorą mamą, naszą „babcią” Wiktorią, która była również przykuta do wózka i niewiele już rozumiała z otaczającego ją świata. Widok dwóch ciężko chorych, starszych kobiet, pozostawionych niekiedy sobie samym (bo z powodu braków kadrowych nie przyszła pani opiekunka z PCK), przedstawiał się nierealnie szokująco. Właśnie dlatego tak ważnym było dla Janiny założenie stowarzyszenia, które będzie się zajmowało pomocą ludziom niepełnosprawnym w czynnościach dnia codziennego oraz w trakcie wyjazdów wakacyjnych.
W 1993 roku z grupą ludzi postanowiła założyć Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „FAMILIA”. Ponieważ Janina była wcześniej członkiem katolickiego stowarzyszenia „KLIKA”, a wraz z nią kilka osób z Kliki stało się zaczątkiem nowej grupy, dlatego też niejednokrotnie mówiło się, że „Familia” jest odgałęzieniem „Kliki”, bardziej kameralną grupą, która chce otaczać opieką nie tylko w trakcie wyjazdów, ale na co dzień. Pomagaliśmy chorym w domach, spotykaliśmy się w kręgach biblijnych, na uroczystościach z okazji różnych świąt, imprezach domowych i wycieczkach grupowych. Organizowaliśmy własne obozy rehabilitacyjne. I tak to, co było marzeniem Janiny, stało się rzeczywistością i z powodzeniem działa do dziś, dzięki ofiarności i wielkim sercom wielu wolontariuszy.
„Mało dajesz, gdy dajesz tylko ze swego bogactwa,
ale jeśli dajesz siebie samego, wtedy dajesz naprawdę.[…]
Dobrą rzeczą jest dawać, gdy nas proszą,
ale lepszą tak czynić, kiedy niczego od nas nie żądają”
G. K. Gibran
Janinie – zawsze wdzięczna Madziara
WSPOMNIENIA O JANINIE
Bez przesady można stwierdzić, że Janina była ojcem i matką grupy Familia. Oczywiście, z racji swej choroby nie wszystko mogła robić osobiście, jednak miała dość inicjatywy oraz wytrwałości, jak również wystarczającą ilość osób wspomagających, aby powołać do życia tak skomplikowany twór, jakim jest oficjalnie zarejestrowane stowarzyszenie. Od samego początku Janina tym żyła. Niemniej jednak pomysł na grupę Familia zrodził się z buntu. Janina miała wówczas sporo zastrzeżeń co do sposobu, w jaki sprawy działy się w grupie Klika, z której ”wypączkowała” Familia. Zwłaszcza podczas obozów. I właśnie z tego buntu i z tej niezgody zrodził się pomysł na własną grupę, w której wszystko miało być inaczej. Lepiej.
Janina miała podziwu godną zdolność przyciągania ludzi. Za jej czasów przez grupę przewijało się wiele osób. Oczywiście niektórzy byli dość krótko i szybko znikali, ale i tak ruch był duży. Janina jakoś potrafiła do nich docierać, potrafiła ukazać im sens pomagania osobom niepełnosprawnym, sprawiać, że czuli się potrzebni. Na swoim przykładzie uczyła ich, jak nie bać się osoby całkowicie niesprawnej, siedzącej na wózku i bezradnej. Czasem w tych swoich przemowach bywała śmiesznie patetyczna, ale ponieważ była szczera, chwytało to ludzi za serca. I wielu zostawało.
Wszystkich nowo przybyłych uczyła i testowała u siebie. Jeśli nowicjuszowi entuzjazm nie minął i okazał się przydatny, kierowała go dalej, do innego chorego. Jej dom był dobrym „poligonem”. Wszyscy czasem lubimy poużalać się nad sobą, ponarzekać, jacy to jesteśmy nieszczęśliwi i jaką mamy trudną sytuację. Jednak głęboki sens stwierdzenia „trudna sytuacja” niektórzy poznawali dopiero u niej. Janina była bardzo mało sprawna i praktycznie we wszystkich czynnościach dnia codziennego wymagała pomocy. Ale nie to było najlepsze. Otóż mieszkała ona samotnie ze swoją mamą, która była jeszcze mniej sprawna. „Babcia” – bo taką ksywkę miała wśród odwiedzających – nie mówiła, nie chodziła, cały dzień tylko siedziała w fotelu, czasem nie mając siły nawet wodzić oczami za otoczeniem. A po południu i na noc, kiedy pielęgniarki szły już do domu, Janina teoretycznie zostawała z nią sama i musiała mieć na nią oko. Teoretycznie, bowiem na popołudnia zawsze jednak ktoś z wolontariuszy przychodził.
I właśnie pomimo tej arcytrudnej sytuacji własnej, Janina potrafiła mieć baczenie nie tylko na swój dom i jego sprawy, ale także znaleźć siłę i chęci by pomagać innym. Wiele osób z tamtego okresu ma jej coś do zawdzięczenia. Zawsze była uparta i w tej swojej upartości zaradna. Kto miał możliwość poprzebywać z nią trochę dłużej, szybko poznawał jej życiowe credo, jak to trzeba „brać byka za rogi”, co oznaczało, że trzeba wychodzić trudnościom naprzeciw, że nie wolno się poddawać i załamywać. Taką swoją postawą często dodawała odwagi innym niepełnosprawnym.
Zawsze też gorliwie wykonywała swoje ćwiczenia fizyczne. Mimo, że zmęczona i zasapana, dokańczała jednak swoją „drugą serię”. Nie odpuszczała pod byle pretekstem. Nawet jeśli przyszedł gość, przeważnie musiał poczekać, aż Janina skończy ćwiczyć. Była twarda, chociaż za taką się nie uważała. O sobie mówiła, że jest wrażliwa i uczuciowa. I tylko dzięki ludziom, którzy ją otaczają może robić to, co robi. Nawet jeśli było w tym trochę prawdy, to przecież i tak to Janina pokazywała drogę i sprawiała, że ludziom się chciało. Organizowała obozy, szukała darczyńców i sponsorów, moderowała życie w Familii. Uwielbiała „załatwiać sprawy”, pisać pisma i w ogóle grzebać się w papierach. Dopóki nie usiadła na wózku, pracowała bowiem jako urzędniczka, co pozwoliło jej lepiej rozumieć meandry duszy pracownika biurowego tamtego okresu. Dzięki temu sporo rzeczy potrafiła załatwić przez telefon.
Myliłby się jednak ten, komu by przyszło do głowy, iż był to wcielony anioł. Potrafiła zaleźć za skórę zarówno swoim jak i obcym. Nie tylko wspomnianym urzędnikom, z którymi potrafiła wykłócać się namiętnie, ale i niektórym pielęgniarkom PKPS-u. Te, które przychodziły i patrzyły „czego by tu nie zrobić”, szybko przekonywały się, że w tym domu taka strategia nie przejdzie. Swoje usłyszeli też urzędnicy wspomnianej firmy. Potrafiła temu i owemu powiedzieć do słuchu. Twarda z niej była negocjatorka i nieustępliwa wojowniczka. Nawet niektórzy w Familii nie mieli z nią łatwego życia.
Niemniej wypracowane przez nią wzorce działania, w większym lub mniejszym stopniu przetrwały w grupie do dzisiaj. Nie była ideałem, ale niewątpliwie miała charyzmę, potrafiła i chciała robić coś dla innych. Umiała przyciągnąć i zorganizować ludzi, co zaowocowało powstaniem grupy Familia. Przez długi czas to właśnie ona była główną lokomotywą, dzięki której struktura powstała, okrzepła, a potem mogła zacząć działać już samodzielnie, bez niej w roli głównej. Dzisiaj także jest w grupie sporo osób, które z dużym poświęceniem i wielkim sercem działają dla dobra innych, ale to Janinie zawdzięczamy, że możemy cieszyć się swoją obecnością i wykorzystywać pozytywny potencjał w szlachetnym dziele pomagania niepełnosprawnym.
Dziękujemy Ci Janina. Byłaś dobrym człowiekiem. Miałaś ciężkie życie, ale pomimo osobistego cierpienia potrafiłaś znaleźć w sobie siłę i chęci, by w tym cierpieniu ulżyć innym, sobie podobnym. Niech ten krótki tekst będzie podziękowaniem dla Ciebie, za wszystko co dobrego zdarzyło się w ramach grupy Familia od początku jej istnienia aż do dzisiaj.
(Adam)
Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół Familia
KRS 0000146988
Nr konta BNP Paribas Bank Polska SA: 94 1600 1462 1880 4298 2000 0001
Adres: ul. Siewna 21d/17, 31-231 Kraków
E-mail: stowarzyszenie@familia.krakow.pl
Tel.: (12) 311-46-97
Adres strony: familia.krakow.pl
